Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

już po urodzinach

piątek, 05 lutego 2010 20:58

Po urodzinowo chciałam podziękować. Jeśli kogoś pominęłam to przepraszam.

Boże dziękuję Ci, że nie znamy przyszłości.

Misiu dziękuję Ci za słońce pięknie wiosennie prawie grzejące, za cudowne przypadki, które mnie spotkały w moje urodziny.

Mojemu mężowi dziękuję za to, że jest i to jaki jest. No i za płytę „My name is Khan"

Mojemu synowi, że umie mnie zaskakiwać pozytywnie i jest uroczy.

Moim rodzicom za radość, którą ostatnio noszą w sercu chciałam serdecznie podziękować, bo jest zaraźliwa.

Mojej teściowej za to, że jest dzielna mimo lęków, które nosi w duszy dziękuję i za to, że możemy gadać o naszych ulubionych filmach.

Moim przyjaciołom, że o mnie pamiętali, dziękuję z całego serca.

Dorotce od  Truszonka dziękuję za to, że wypatrzyła nas w szybie kawiarni i mogłyśmy się uściskać urodzinowo.

Monice, za różowy zawrót głowy dziękuję. Ulli za wierne mi kibicowanie w kolejnych mych szaleństwach. Asi dziękuję za plakat prosto z  Indii. Agnieszce, że postanowiła mnie wesprzeć w realizacji mojego marzenia. Magdzie, opiekunce mojego Lu dziękuję za pięknego anioła i za to, że sama jest jak anioł dla  naszego domu.

Moim sąsiadom dziękuję za to, że są zawsze kiedy ich potrzebujemy.

Dziękuję Wszystkim którzy czytają tego bloga i udaje im się z mojej nieskładnej pisaniny coś wysupłać dla siebie. Każdy Wasz uśmiech jest mi drogi.

Dziękuje Wszystkim za życzenia i życzę Wam aby i wasze marzenia się spełniały. Dziękuję Magdzie, Lidce, Ewie i Jolusi, Arlecie, Kaśce.

 

 

Urodziny były bajeczne. Piękna pogoda pozwoliła nam pójść na cmentarz i zapalić Ci światełka Misiuniu, mogłam spokojnie pogadać do Ciebie. Udało nam się też zapalić światełko dla „Flania", o którym Lu  pamięta przy kupowaniu zniczy.

Potem na Rynku Lucjan koniecznie chciał zjeść oscypki z „gila", tata mu powiedział, że „mamy wielkie święto" to Młody sądził, że panie z grillem będą czekały na Rynku. A tu klapa. Głodny i zły dotarł do kawiarenki i dalej się nie ruszył. Wpadliśmy więc na pączki i czekoladę, przy okazji spotykając Dorotę. Bardzo słoneczne spotkanie, bo Dorota to wulkan pozytywnej energii.

Troszkę buntu było już przy powrocie do domu i oberwało się wszystkim nam od Lucjana. Kres marudzeniu przyniósł morfeusz a my zostawiając w domu Magdę z Lu pomknęliśmy do kina na „Awatar". Piękna, kolorowa bajka dla dużych dzieci czyli dla nas właśnie. Cudowne trzy godziny.

Potem powrót do rzeczywistości, ale nie bolesny. Trochę mało snu, ale co tam, nadrobię w domu starców.

  Przede mną wielka przygoda. Nie chcę więcej pisać, żeby nie zapeszyć. Obiecuję, że po 14 lutego o wszystkim napiszę i będą zdjęcia.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdrowiejemy

poniedziałek, 01 lutego 2010 14:10
Jakoś tak miło, być może uda się nam ozdrowieć zupełnie przed moimi 39 urodzinami. Miło, bo chociaż ilość lat w dowodzie zaczyna mnie przygnębiać, to dobrze, że chociaż zdrowa stanę przed nowymi wyzwaniami.
  Lucjan kwituje ostatnio moją kuchnię cytatem z "Króla Lwa" czyli: "ochydne ale sycące". I zamiast gotowania preferuje zabawy w walczące dinozaury, co doprowadza mnie do bólu głowy, bo dinozaury wyją, wrzeszczą i spadają z hukiem na podłogę. Czyli jednym słowem ogólnie rzecz ujmując marudzę.
   I żeby utrzymać w tym tonie notkę ponarzekam jeszcze. Nadal nie udało mi się w Krakowie upolować fryzjerki, która uczyni coś miłego z moimi włosami, co uda mi się odtworzyć po ich kolejnym umyciu.A moja gdyńska Beatka nie chce się przeprowadzić.
  Zaczęłam czytać też Jarosława Kreta "Moje Indie",teraz już załapałam formę, ale pierwsze strony były dramatem mojej duszy. Wynikało to z faktu, że dosłownie parę godzin wcześniej zakończyłam moją przygodę z książką "Powrót do Indii". A to zupełnie inna poetyka, bogactwo języka, treść, koloryt.
Teraz jednak dobrze się bawię, odpoczywam nad lekką lekturą bajań o Indiach.

komentarze (14) | dodaj komentarz

na zmywaku

piątek, 29 stycznia 2010 16:37

Dość mam

środa, 27 stycznia 2010 21:24
Lucjan kaszle, krztusi się smarkami, śpi głównie u mnie na rękach, mnie bolą zatoki, zresztą może lepiej napisać co mnie nie boli. I do tego całego interesu Lu ma jakieś dziwne rumieńce, raz są, raz znikają. Na lewym policzku większy na prawym mniejszy. Jutro kolejna wizyta lekarska, domowa,bo jak wyjść z Młodym, który nie oddycha przez nos, jak jest -15 stopni?
I takie oto interesujące informacje jestem w stanie na blogu zamieścić.
I dlatego chciałam podziękować Asi, że raczy mnie cudownymi zdjęciami prosto z Indii, Ulli za to, że mnie czule ponagla:"odbierz maila".Mojemu mężowi, za to, że mimo iż go prawie nie ma, pamiętał o kupnie mandarynek i prawie zasypał nimi kuchnięserce Kochani te małe drobiazgi sprawiają, że życie mimo, że nie usłane różami, to jednak ciągle ma zapach róż.

komentarze (5) | dodaj komentarz

Infekcja goni infekcję

wtorek, 26 stycznia 2010 22:23
Lucjan dostaje jednak antybiotyk, ja ledwo mówię. I tak spędzamy tydzień, który w planach moich miał być poświęcony na naukę przed zjazdem na uczelni. My tymczasem inhalujemy się,oklepujemy, walczymy o każdy lek, od czasu do czasu w zgodzie czytamy książki. Lu zbuntowany, jak ma zażyć cokolwiek goni po domu i krzyczy:"ratunku, nie chce tego".
  Byle do wiosny.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 316255

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Moje rozważania, wspomnienia, obawy, radości i smutki.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 08.02.2010 18:24:26
  • autor: marysxd1
  • treść: OK...