Po urodzinowo chciałam podziękować. Jeśli kogoś pominęłam to przepraszam.
Boże dziękuję Ci, że nie znamy przyszłości.
Misiu dziękuję Ci za słońce pięknie wiosennie prawie grzejące, za cudowne przypadki, które mnie spotkały w moje urodziny.
Mojemu mężowi dziękuję za to, że jest i to jaki jest. No i za płytę „My name is Khan"
Mojemu synowi, że umie mnie zaskakiwać pozytywnie i jest uroczy.
Moim rodzicom za radość, którą ostatnio noszą w sercu chciałam serdecznie podziękować, bo jest zaraźliwa.
Mojej teściowej za to, że jest dzielna mimo lęków, które nosi w duszy dziękuję i za to, że możemy gadać o naszych ulubionych filmach.
Moim przyjaciołom, że o mnie pamiętali, dziękuję z całego serca.
Dorotce od Truszonka dziękuję za to, że wypatrzyła nas w szybie kawiarni i mogłyśmy się uściskać urodzinowo.
Monice, za różowy zawrót głowy dziękuję. Ulli za wierne mi kibicowanie w kolejnych mych szaleństwach. Asi dziękuję za plakat prosto z Indii. Agnieszce, że postanowiła mnie wesprzeć w realizacji mojego marzenia. Magdzie, opiekunce mojego Lu dziękuję za pięknego anioła i za to, że sama jest jak anioł dla naszego domu.
Moim sąsiadom dziękuję za to, że są zawsze kiedy ich potrzebujemy.
Dziękuję Wszystkim którzy czytają tego bloga i udaje im się z mojej nieskładnej pisaniny coś wysupłać dla siebie. Każdy Wasz uśmiech jest mi drogi.
Dziękuje Wszystkim za życzenia i życzę Wam aby i wasze marzenia się spełniały. Dziękuję Magdzie, Lidce, Ewie i Jolusi, Arlecie, Kaśce.
Urodziny były bajeczne. Piękna pogoda pozwoliła nam pójść na cmentarz i zapalić Ci światełka Misiuniu, mogłam spokojnie pogadać do Ciebie. Udało nam się też zapalić światełko dla „Flania", o którym Lu pamięta przy kupowaniu zniczy.
Potem na Rynku Lucjan koniecznie chciał zjeść oscypki z „gila", tata mu powiedział, że „mamy wielkie święto" to Młody sądził, że panie z grillem będą czekały na Rynku. A tu klapa. Głodny i zły dotarł do kawiarenki i dalej się nie ruszył. Wpadliśmy więc na pączki i czekoladę, przy okazji spotykając Dorotę. Bardzo słoneczne spotkanie, bo Dorota to wulkan pozytywnej energii.
Troszkę buntu było już przy powrocie do domu i oberwało się wszystkim nam od Lucjana. Kres marudzeniu przyniósł morfeusz a my zostawiając w domu Magdę z Lu pomknęliśmy do kina na „Awatar". Piękna, kolorowa bajka dla dużych dzieci czyli dla nas właśnie. Cudowne trzy godziny.
Potem powrót do rzeczywistości, ale nie bolesny. Trochę mało snu, ale co tam, nadrobię w domu starców.
Przede mną wielka przygoda. Nie chcę więcej pisać, żeby nie zapeszyć. Obiecuję, że po 14 lutego o wszystkim napiszę i będą zdjęcia.
Kochani te małe drobiazgi sprawiają, że życie mimo, że nie usłane różami, to jednak ciągle ma zapach róż.wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 316255
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Moje rozważania, wspomnienia, obawy, radości i smutki.